Głębia samotności

Zdałem sobie sprawę jak bardzo nisko jestem.
Zrozumiałem, że sam się nie podniosę.
Nawet nie mam siły prosić o pomoc.
Moja słabość odrzuca innych przez co zostaje sam.
Pozytywne zmiany, które tak bardzo próbuje wdrożyć.
Nie przynoszą efektów, mocne starania męczą.
Nie znam powodu dla którego ciągle przegrywam.
Robię coś źle, choć tak bardzo się staram.
Ciężko mi docenić własną pracę.
Małymi krokami naprawiam swoje ciało.
Wrażliwość jednak się nasila.
Kiedy leżę na dnie i myślę o miłości.
Wiem, że jest nieosiągalna.
A gdy o nią walczę…
Wszystko rozsypuje mi się w rękach.
Żeby to pozbierać, najpierw musiałbym pozbierać siebie.
Tak ciężko jest się podnieść.
Kiedy nie widzi się celu.

Czy ja w ogóle idę w dobrym kierunku?
Nie widzę mety, nawet nie wiem gdzie ona jest.
Chcę, nie chcę…
Pragnę, pożądam…
Trwonię i uciekam…

Za dużo myślę..
Blokuje to moje działania..
A gdy już coś zrobię…
Przeważnie tylko niszczę wszystko.

Pozytywne zmiany.
Proste czynności, które tak ciężko wykonać.
Pustka w głowie i miliony myśli.
Po prostu muszę działać, a jedynie blokuje się.
Pomoc jest cenna, daje mi możliwości.
Pragnienie własnego szczęścia.
Przynosi jedynie rozczarowania.
Papieros za papierosem…

Jakie szczęście?
Jaki uśmiech?

Autor: